stycznia 14, 2009

Spotkanie 1 lutego. Czym jest a czym nie jest Kościół?

Przypis dotyczący słowa „ekklesia” w Komentarzu Żydowskim do Nowego Testamentu:
***************************************************
Greckie „ekklesia” oznacza „wezwani, powołani”, w Septaguincie użyto tego słowa do przetłumaczenia hebrajskiego „kahal”, „zgromadzenie, zbór, wspólnota”.

Stąd pochodzi np. słowo „eklezjalny” - związany z Kościołem.

W Przekładzie Żydowskim Nowego Testamentu słowo ekklesia tłumaczy się czasami, używając określeń „wspólnota mesjaniczna” albo „zgromadzenie”.

Tak czy inaczej, chodzi tu o duchową społeczność ludzi, opartą na ufności do Boga i Jego Syna Mesjasza Jeszui.

Określenia te mogą dotyczyć ogółu wszystkich ludzi w całej historii, którzy się w tej sposób określali, bądź też konkretnej grupy takich ludzi, żyjącej w konkretnym czasie i miejscu, np. wspólnota mesjaniczna w Koryncie, albo Jeruszalaim. Sformułowanie „ekklesia, która spotyka się w ich domu” (Rz 16,5), odnosi się do konkretnego zgromadzenia.

W odróżnieniu od słowa „kościół”, słowo ekklesia nigdy nie odnosi się do organizacji ani budynku.
***************************************************
Dla porównania, słowo „kościół” ze Słownika Języka Polskiego PWN
***************************************************
1. «wspólnota ludzi jednego wyznania, zwłaszcza wspólnota chrześcijańska»
2. «budynek, miejsce modlitwy chrześcijan»
3. «instytucja kościelna reprezentowana przez duchownych»
***************************************************
Widzimy, że powszechne współczesne zrozumienie słowa kościół niewiele ma wspólnego z Biblią. Nawet to pierwsze hasło, pozornie najbliższe Słowu Bożemu, nie oznacza tak naprawdę wspólnoty ludzi, których życie jest życiem wiary w Chrystusa, ale grupę ludzi, którzy przestrzegają tego samego obrządku.
*
W związku z tym, że obecne zrozumienie słowa Kościół jest stworzone przez ludzi na ludzkie cele i nie występuje w słowniku Jezusa ani apostołów, musimy celowo pozbyć się tej koncepcji z głowy, a nauczyć się rozumieć słowo ekklesia tak jak jest ono użyte w Biblii, jest to bowiem ważna kwestia w Bożym sercu i zajmuje ważne miejsce w Bożym planie zbawienia.
*
A) Kościół jako zbiór wszystkich wierzących
*
Kościół zwykle rozumiemy jako coś widocznego dla oka. Dążenia do jedności jest procesem formalnym. Ufność pokładana jest w przynależności do tej czy innej denominacji. Diabeł się cieszy z takiego zrozumienia. W rzeczywistości, w każdej denominacji są ludzie, którzy należą do Pana i tacy, którzy do Niego nie nalezą, których pobozność jest czysto zewnętrzna. „Zna Pan tych, którzy są jego” (2Tm 2,19). I to ich się diabeł boi. Nie martw się więc czy opcja kościelna, do której należysz jest właściwa. Nie chlub się też, że należysz do jedynej słusznej. Nie osiągniesz zbawienia na podstawie tego, czy jesteś katolikiem, baptystą, czy niedenominacyjnym charyzmatykiem. Nie na tej podstawie Jezus postrzega cię jako owcę ze swojego stada, albo członka swojego Ciała. Nie na tej podstawie będziesz groźny dla złego na tej ziemi. Badaj, czy naprawdę należysz do Jezusa. Jeśli należysz do Jezusa, to jesteś już częścią ekklesii, zanim jeszcze znajdziesz konkretne zgromadzenia, z którym chcesz razem budować Boże królestwo. A jeśli nie należysz do Jezusa, to nie jesteś częścią ekklesii, choćbyś chodził co niedzielę na nabożeństwa do jakiegoś budynku + dodatkowe spotkania 5 razy w tygodniu.
*
Musimy sobie uświadomić, że rzeczywistość jest duchowa. To to, co niewidzialne jest wieczne i prawdziwe, to co zewnętrzne jest tego odbiciem. Np. zdawanie testów na radość i pokój. Możesz nauczyć się na pamięć wszystkiego o tym co to jest, jak to tego dojść i czym to się objawia i dostać papierek, że jesteś ekspertem jeśli chodzi o pokój i radość, ale jeśli nie masz ich w sercu, to tak naprawdę nie wiesz nic na ten temat i twój papierek jest kompletną fikcją.
*
Tak samo z kościołem. Jeśli nie należysz do Jezusa, wszelka twoje przynależność gdziekolwiek jest totalną fikcją. Kiedy staniesz przed Panem, będzie ważne, czy faktycznie jesteś członkiem Jego Ciała. Czy On wie, że jesteś Jego. I to do tego prawdziwego, duchowego kościoła skierowane są obietnice w Biblii. A nie do kościoła katolickiego, ani do kościołów protestanckich, czy do prawosławia, czy do koptyjskiego. Do wszystkich tych, którzy należą do Niego.
*
B) Kościół jako zgromadzenie wierzących na danym terenie i w konkretnym domu.
*
Czytamy, że ekklesia oznacza wszystkich, którzy należą do Niego, ale też konkretne zgromadzenie wierzących. np. w Księdze Objawienia czytamy list do ekklesii w Laodycei. To wszyscy wierzący na tym terenie. Nie jedna organizacja albo grupa zbierająca się w jednym budynku raz w tygodniu. Jak przyjeżdżał apostoł do miasta, albo inne takie wydarzenie, to złazili się wszyscy razem w katakumbach, albo gdzieś poza miastem na dworze. I to był ów Kościół w Laodycei czy Smyrnie
*
(Ciekawostka) Budynki kościelne powstały dopiero za Konstantyna, który zarządził chrześcijaństwo jako religię państwową i wszyscy hurtem nagle stali się częścią niby kościoła, choćby serca mieli totalnie nienawrócone, no i trzeba było ich gdzieś pomieścić. Więc używali hal publicznych, często o przeznaczeniu urzędowym lub handlowym. Stąd bazyliki. Pierwotnie bazylika pełniła funkcję sali posiedzeń sądu i zebrań na rynku w starozytnych Atenach. Urzędowali w niej archontowie. W Rzymie bazylika stała na rynku głównym (forum) i pełniła rolę hali targowo-sądowej. Drogą naśladownictwa bazyliki rozpowszechniły się na całym terytorium starozytnego Rzymu. Z czasem bazyliką zaczęto też nazywać największą, reprezentacyjną salę w willach rzymskiej arystokracji.
*
Zanim jednak nastąpiły bazyliki etc., wierzący po prostu byli ze sobą w kontakcie na co dzień, wiedzieli nawzajem, którzy zacz, a spotykali się regularnie na spotkaniach w domach, aby modlić się, spożywać wspólnie posiłek, w czasie którego też uroczyście łamali chleb i dzielili ze sobą kielich wina na pamiątkę ofiary Jezusa, zachęcali się nawzajem Słowem Bożym, do robienia tego, co każdy z nich robił na co dzień, czyli wzrastania w posłuszeństwie Jezusowi we wszystkim w pracy i w domu, dzieleniem się wiarą z tymi, których Bóg codziennie stawiał na ich drodze, troską o wdowy, sieroty, ubogich, modlitwą o chorych etc. Ci ludzie żyli dla Jezusa w każdej chwili. A gromadzili się razem nie jako obowiązek, ale jako wyposażenie i umocnienie w tymże życiu dla Pana. Modlili się za siebie nawzajem, dzielili tym, co Bóg do Nich mówi, posyłali do takiej czy innej służby. Wszystko działo się właśnie po tych domach. I w ten sposób chrześcijaństwo się rozprzestrzeniało. Bo każdy służył Jezusowi codziennie, a wspólne zgromadzenie były ku temu zachętą i umocnieniem i wyposażeniem. A nie tak jak teraz, że każdy żyje dla siebie, a w niedzielę idzie odsiedzieć i spełnić obowiązek, ewentualnie czasem dołączy z ociąganiem do jakiejś akcji ewangelizacyjnej albo dobroczynnej. Ekklesia do jedna wielka akcja, 24 godziny na dobę!!!
*
Nie oznacza to z kolei, ze jest coś złego w tym, ze kościół spotyka się w budynku. Nie o to chodzi. Chodzi o to, ze to nie formy zewnętrzne, budynek, czy jego brak, tworzą kościół, ale fakt osobistej relacji z Jezusem Chrystusem kazdego członka i powstające w ten sposób więzy.
*
Wynika to w dużej mierze z hebrajskiego zrozumienia życia religijnego. Mieli ofiary składane w świątyni i Bóg zarządzał parę razy do roku wspólne zgromadzenie na post i modlitwę, albo na uwielbienie i radosne świętowanie przed Panem, zaleznie od tego, o które święto chodziło. Większość jednak wskazówek na temat zycia religijneego dotyczy rodziny i domu, szeroko pojętego, a ojciec był odpowiedzialny za duchowy wzrost rodziny. Zycie wiary było mocno powiązane z normalnym zyciem i prawdziwymi relacjami międzyludzkimi.
*
Ważne też dla zrozumienia ekklesii jest hebrajskie poczucie wspólnoty, takie jak u muszkieterów ;) Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. (Patrz 1Kor 12,26-27) „I jeśli jeden członek cierpi, cierpią z nim wszystkie członki; a jeśli doznaje czci jeden członek, radują się z nim wszystkie członki. Wy zaś jesteście ciałem Chrystusowym, a z osobna członkami”. W momencie, kiedy rozpoznamy już, że jesteśmy dla siebie nawzajem członkami w tym zgromadzeniu, to wiecie, że moi bracia w Panu mogą mieć opór w dziedzinie finansów, jeśli ja bym oszukiwała w podatkach? Modlitwa w Biblii rzadko za siebie, zwykle za nas. Często pokutują ludzie, którzy w ogóle tego czegoś nie zrobili. Ale dlatego, że jeśli ktoś coś zrobił, my to zrobiliśmy.
*
Nie znaczy to izolacji małej grupy i tego, ze każdy sobie rzepkę skrobie. Wszyscy jesteśmy kościołem, po prosu w tym gromadzącym się w jednym miejscu najintensywniej się to objawia. I tak jak wszyscy jesteśmy dla siebie członkami w małej grupie, tak samo poszczególne wspólnoty w mieście są dla siebie nawzajem członkami w ramach kościoła w mieście. I jak jeden kościół rozrabia, inni mają większy opór w duchu. A jak jeden pokutuje i przebija się i wstawia za innymi, to zmienia się atmosfera w całym mieście.
*
Pytania do zastanowienia:
- Jak ty dotychczas rozumiałeś kościół? Czym się różni to zrozumienie, od tego, o czym mowa była tutaj?
- Czy masz obawy przed zmianą sposobu rozumienia kościoła na bardziej biblijny? Jak myślisz, z czego one wynikają?
- Jeśli miałeś taką chwilę, kiedy twoje zrozumienie kościoła się dramatycznie zmieniło, jak do tego doszło? Co miało wpływ na twoją zmianę myślenia? Jakie były podstawowe rzeczy, które się zmieniły w twoim rozumieniu i jaki to miało praktyczny wpływ na twoje życie?
*

Brak komentarzy:

My w obrazkach