
2 Kor 13:5 Siebie samych badajcie, czy trwacie w wierze; siebie samych doświadczajcie!
Chcemy przez najbliższe spotkania zrobić cykl nauczań o podstawach chrześcijańskiego życia abyśmy mogli sprawdzić i upewnić się czy pewne fundamentalne kwestie dla bycia chrześcijaninem są rzeczywiście naszym udziałem. Czy fundamenty są u nas ustanowione właściwie.
Od czego zaczyna się bycie chrześcijaninem? Od narodzenia się na nowo. Zaczyna się całkiem nowe życie.
Jn 3:3 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego.
Narodzenie się na nowo to nie jest tylko intelektualne przyjęcie pewnych prawd i zaakceptowanie jakiegoś systemu moralnego. To jest spotkanie z żywym Bogiem, który wkracza radykalnie i mocno do życia człowieka, sprawiając że Jego życie jest jakby zupełnie od zera zaczynane na nowo.
Mt 7:13-14 Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują.
Taka jest rzeczywistość którą rzeczywiście widzimy wokoło nas. Jest trochę ludzi, którzy szukają drogi do zbawienia przez religię i religijne uczynki, ale jest to równie szeroka droga jak inne szerokie drogi. Chrześcijaństwo nie jest jedną z fajnych opcji, jak bycie harcerzem. Czy to źle że nie każdy jest harcerzem – nie. A czy to źle że nie każdy jest narodzonym na nowo chrześcijaninem – bardzo źle.
Ta przemiana łączy się z kilkoma aspektami a o jednym z nich dziś powiemy – o nawróceniu i kwestii przyjęcia osobiście zbawienia od Jezusa.
Aby się nawrócić naprawdę i przyjąć zbawianie przede wszystkim musimy rozumieć jak beznadziejna i smutna jest sytuacja człowieka zanim skorzysta z ratunku, możliwości bycia uratowanym jaki Bóg mu oferuje.
Kol 1:21-22 I was, którzy byliście niegdyś obcymi /dla Boga/ i /Jego/ wrogami przez sposób myślenia i wasze złe czyny, teraz znów pojednał w doczesnym Jego ciele przez śmierć, by stawić was wobec siebie jako świętych i nieskalanych, i nienagannych.
Człowiek przed nawróceniem jest w stanie wrogości, wojny, sporu, nieprzyjaźni z Bogiem. Przez co? Przez nieboży sposób myślenia i przez złe czyny. Człowiek nie nawrócony jest w stanie świadomego lub nieświadomego buntu wobec Boga, ma gdzieś to co Jego stwórca mówi i myśli. Jest sam dla siebie bogiem i ma jeszcze inne bożki w życiu. Aby nie pozostał w takim stanie wojny przez całą wieczność to potrzebuje pojednać się z Bogiem. Jest na to wyznaczony czas – to życie tu na ziemi.
Rz 5:8-10 Bóg zaś okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni. Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie.
2 Kor 5:20 Tak więc w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień. W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem.
Więc potrzebujemy desperacko pojednania z Bogiem, potrzebujemy też uratowania, zbawienia nas od przyszłości jaka byłaby naszym udziałem na wieczność gdybyśmy pozostali nadal wrogami Boga. Co więc grozi tym którzy będą do końca wrogami Boga. Już we wcześniejszym wersecie czytaliśmy, że potrzebujemy „być zachowani od karzącego gniewu”. Poczytajmy o tym więcej.
Mt 3:6-8 Przyjmowano od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. A gdy widział, że przychodzi do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im: Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia.
Czyli nawrócenie jest drogą ucieczki od nadchodzącego gniewu.
Jn 3:36 Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi (nie jest posłuszny synowi), nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży. (ciąży na nim, wisi nad nim)
Rz 1:18 Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta.
Rz 2:4-5 A może gardzisz bogactwem dobroci, cierpliwości i wielkoduszności Jego, nie chcąc wiedzieć, że dobroć Boża chce cię przywieść do nawrócenia? Oto przez swoją zatwardziałość i serce nieskłonne do nawrócenia skarbisz sobie gniew na dzień gniewu i objawienia się sprawiedliwego sądu Boga.
Rz 4:15 Prawo bowiem pociąga za sobą karzący gniew.
Rz 6:23 Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.
Bóg jest sprawiedliwy a prawo tak mówi, więc jeżeli nie przyjmiemy dla nas tego, że na Jezusa spadł gniew za nasze grzechy to spadnie on na nas samych powodując śmierć.
Więc widzimy, że mamy przed czym być uratowani. Zbawienie, które Jezus swoją własną krwią dla nas wykupił jest jak spadochron dla tego, kto wie, że leci samolotem, który zaraz się rozbije, jest jak cudowne lekarstwo dla tego kto wie, że cierpi na śmiertelną, nieuleczalną chorobę. Życie bez pojednania z Bogiem to jak życie z mieczem wiszącym nad głową który nie wiadomo kiedy spadnie, jak życie z jadowitym wężem na ramieniu, który nie wiadomo kiedy może ukąsić (bo przecież żaden człowiek nie może zagwarantować sobie ile jeszcze będzie żyć). Zbawienie ratuje nas od piekła i od oddzielenia na zawsze od Boga.
Jeżeli nie rozumie się przed czym ratunek oferuje nam Jezus, to traktuje się przyjęcie zbawienia bardzo lekko, jak coś co ma nam dodatkowo ewentualnie umilić życie a nie jak coś co ma nam uratować życie. Nie jest się wdzięcznym tak naprawdę za ten dar i nie ma się pragnienia, aby inni ludzie również byli zbawieni.
Jak więc przyjąć zbawienie i czym jest prawdziwe nawrócenie i pojednanie się z Bogiem?
Jak w każdej relacji (np. Małżeńskiej) pojednanie wymaga prawdziwego uniżenia, pokory, żalu za to co jest naszą winą i pokuty czyli przeproszenia za to. Jeżeli w małżeństwie jedna osoba mówi – ok, już o tym nie rozmawiajmy, uznajmy że nie ma sprawy – to nie jest to prawdziwe pojednanie. To nic nie naprawia w relacji. Tak samo z Bogiem, aby nastąpiło pojednanie to musi być autentyczna pokuta.
A aby była autentyczna pokuta to musi być autentyczne przekonanie o grzechu. Jeżeli nie ma przekonania o grzechu, o tym że jesteśmy winni przed Bogiem, że nie ma dla nas usprawiedliwienia , że zasługujemy na boży gniew, to nie będzie też prawdziwej pokuty i nawrócenia. Dlatego głównym zadaniem Ducha Świętego jest to aby przyszedł przekonać świat w pierwszej kolejności o grzechu (Jana 16,8).
Czy przeżyłeś w swoim życiu moment, gdy twoje serce zostało głęboko przekonane o tym, że jesteś grzesznikiem, zasługujesz na potępienie, jesteś winny przekroczenia Bożego prawa i że desperacko potrzebujesz zbawienia, Bożego przebaczenia, pojednania się z Bogiem? Czy modliłeś się wtedy i pojednałeś się z Bogiem? Nie chodzi tylko o intelektualne zaakceptowanie faktu, że jestem grzesznikiem jak każdy, ale o osobiste przekonanie o grzechu i winie wobec Boga. Nie chodzi też o samo intelektualne zaakceptowanie faktu że Jezus umarł za grzechy wszystkich ludzi, ale o osobiste uniżenie się w pokucie przez Bogiem. Można zachowywać się jak chrześcijanin, ale nie mieć nawróconego serca.
Łk 18:10-14 Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz